„Zaginięcie”, czyli książka przy czytaniu której może zaginąć na jakiś czas …czytelnik;-)!

Zaginiecie

2/2016

Książki Remigiusza Mroza to moje odkrycie z końcówki ubiegłego roku. Moją przygodę z twórczością tego autora zaczęłam od „Kasacji”, w której po raz pierwszy pojawia się para Chyłka – Zordon, czyli błyskotliwa i bezkompromisowa pani adwokat Joanna Chyłka i jej aplikant, Kordian Oryński przezwany od razu przez patronkę Zordonem. Byłam bardzo ciekawa naszego rodzimego thrillera prawniczego i przyznaję, że się nie zawiodłam! Nie zamieściłam wcześniej recenzji „Kasacji”, więc pozwolę sobie nawiązać do niej w kilku słowach, ponieważ dobrze byłoby zacząć czytanie właśnie od pierwszej powieści w tej serii. Nie da się niczym zastąpić opisów pierwszych iskrzących spotkań pary głównych bohaterów i nawiązującej się między nimi relacji. Choć na początku trudno mówić o jakiejkolwiek relacji, chyba że za relację uznamy to, co mogłoby połączyć rekina ludojada z wyrzuconym za burtę rozbitkiem;). Pierwsza sprawa, którą Chyłka musi się zająć z pomocą Zordona w „Kasacji” to obrona syna bogatego biznesmena, który zostaje znaleziony w zamkniętym mieszkaniu z ciałami zamordowanych przez siebie ludzi. Na to w każdym razie wskazują wszystkie dowody. Przyznacie, że ciekawie? No to trzymajcie się mocno, bo w „Zaginięciu” robi się jeszcze ciekawiej!

Pierwsza wspólna sprawa, nieoczekiwanie o wiele bardziej zawikłana i niebezpieczna niż mogło się na początku wydawać, połączyła Chyłkę i Zordona zmieniając ich relacje. Druga okaże się jeszcze bardziej wymagająca i skomplikowana. Do Chyłki dzwoni nielubiana koleżanka z lat szkolnych, Angelika, obecnie żona magnata logistycznego Awita Szlezyngiera. Z ich zamkniętego domu z włączonym alarmem zniknęła w nocy ich trzyletnia córeczka. Policja nie znajduje żadnych śladów włamania i staje się jasne, że to rodzice zostaną lada moment oskarżeni o zamordowanie swojego dziecka i ukrycie jego ciała. A Chyłka cieszy się zasłużoną renomą specjalistki od spraw beznadziejnych, jest czymś w rodzaju świętej Rity od trudnych procesów, z taką drobną różnicą, że w przeciwieństwie do świętej ona nie pomaga nikomu bezinteresownie. Ani przez chwilę nie wierzy w niewinność Szlezyngierów, ale jako znakomity adwokat szuka wszelkich dostępnych sposobów, aby podważyć zarzuty prokuratury, które wcześniej czy później z pewnością zostaną postawione jej klientom. Tymczasem Zordon intuicyjnie wierzy w niewinność rodziców dziewczynki i angażuje się w sprawę bardzo emocjonalnie. Tyle o fabule, żeby niczego nie zdradzać, bo naprawdę warto dać się jej porwać.

O ile już „Kasacja” bardzo mi się spodobała, o tyle „Zaginięcie” porwało mnie bez reszty! Pochłonęłam ponad 500 stron w jedno popołudnie i wieczór dając się ponieść emocjom przy każdym kolejnym zaskakującym zwrocie akcji. Już wcześniej czytałam w wielu recenzjach porównania Remigiusza Mroza do polskiego Grishama. Trochę się nawet na nie jeżyłam, bo nie przepadam za łatwymi etykietkami. Muszę jednak przyznać, że coś w tym jest, z tym, że ja położyłabym większy nacisk na określenie POLSKIEGO;). Nie dlatego, żeby zdeprecjonować autora. Przeciwnie, żeby go docenić za duet podbijających serce czytelnika bohaterów, którzy tkwią aż do bólu w polskiej rzeczywistości i w polskim systemie prawnym i przez to są tak prawdziwi. To niesamowite, że pokochałam bohaterkę na widok której w realnym świecie prawdopodobnie uciekłabym gdzie pieprz rośnie! Chyłka, bezkompromisowa, z jej inteligencją i językiem tnącym jak brzytwa jest żywą legendą i postrachem wszystkich młodszych stażem pracowników kancelarii Żelazny&McVay. A jednak uzależniłam się od niej do tego stopnia, że ledwo kończę jedną książkę, a już marzę o następnej umierając z ciekawości cóż znowu ta niepokorna kobieta wymyśli. Razem z Zordonem, który prawem młodości częściej wybiera to, co podpowiada mu intuicja, a nie „mędrca szkiełko i oko” tworzą duet, który aż się prosi o przeniesienie na duży ekran. Przyznam szczerze, że dla mnie śledzenie ciągłych słownych batalii i przekomarzań między dwojgiem bohaterów było nie mniej pasjonujące od śledzenie zawiłej intrygi i kolejnych etapów prawniczego śledztwa! Poza tym między bohaterami stopniowo zaczyna iskrzyć bynajmniej nie zawodowe napięcie dodając smaczku całej historii;).

Ale „Zaginięcie” to nie tylko kawał świetnej rozrywki, opowieść, od której nie sposób choć na chwilę się oderwać. Gdzieś w tle, przemycone bardzo delikatnie, da się zauważyć również wątki dotyczące etyki prawników i cienkiej granicy między tym, co jest zgodne z prawem, ale niemoralne, a tym, co moralne, ale niezgodne z prawem. Cała historia związana ze sprawą Szlezyngierów zmusza dwójkę bohaterów do różnych nieszablonowych rozwiązań, ale i do postawienia sobie niewygodnych pytań. Ale, jak wspomniałam wyżej, autor przemyca te wątki bez nadęcia, one niejako automatycznie wynikają z rozwoju akcji dzięki czemu czytelnik wchłania je jak gąbka. Wielkie brawa za zaskakujące zakończenie, i nie mówię tutaj tylko o rozwiązaniu intrygi kryminalnej. Więcej nie zdradzę, bo to trzeba przeczytać!

Sama z pewnością, w oczekiwaniu na trzeci tom opowieści z Chyłką i Zordonem w rolach głównych, którego premiera zapowiadana jest na 30 marca tego roku, sięgnę również po inne książki tego autora. Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że na pochwałę zasługuje też szata graficzna całej serii. W przypadku Wydawnictwa Czwarta Strona staje się to mile widzianą normą, której nie godzi się nie docenić. Polecam „Kasację” i „Zaginięcie” z pełnym przekonaniem!

Ocena: 6/6

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 512
Data premiery: 21.10.2015

2 Odpowiedzi na „Zaginięcie”, czyli książka przy czytaniu której może zaginąć na jakiś czas …czytelnik;-)!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>