„Dom, którego nie było”, opowieść o tym, jak znaleźć światło latarni prowadzącej do bezpiecznego portu

Dom ktorego nie bylo

Dorota Schrammek to autorka, która w ciągu dwóch ostatnich lat zdobyła już wierne grono czytelników. Zdobyła ich zarówno bardzo udanym debiutem, „Stojąc pod tęczą”, jak i pełną ciepła, uroku, poczucia humoru i optymizmu sagą o Pobierowie ( „Horyzonty uczuć”, „Na brzegu życia”, „Wiatr wspomnień” ). Ze smutkiem rozstawałam się z mieszkańcami Pobierowa i zastanawiałam się, na jaką następną książkę zdecyduje się autorka. Przyznaję, że czekałam na nią niecierpliwie, bo wszystkie poprzednie pochłonęłam w tempie błyskawicznym spędzając miłe chwile na czytaniu. No i się doczekałam! Kilka dni temu miała miejsce premiera najnowszej książki Doroty Schrammek, „Dom, którego nie było”. Wczoraj dostałam paczkę z Wydawnictwa Szara Godzina i, przyznaję się bez bicia, cały wieczór spędziłam na czytaniu pochłaniając otrzymaną nowość.

„Dom, którego nie było” swoją konstrukcją przypomniał mi debiutancką książkę autorki, „Stojąc pod tęczą”. Tam bohaterkami były koleżanki z biura. Tutaj drogi czterech głównych bohaterek przecinają się dopiero w pewnym konkretnym momencie życia każdej z nich, ale znowu Dorota Schrammek precyzyjnie, krok po kroku, splata ze sobą ich historie, żeby doprowadzić je wreszcie do spotkania. Na pierwszy rzut oka wszystkie cztery kobiety różnią się od siebie diametralnie. Karolina to wiecznie zahukana i zastraszona córka roszczeniowej i leniwej matki. Matki, która całą miłość, albo raczej jej karykaturalną namiastkę przelała na młodszą siostrę bohaterki. Takiej bardziej przypominającej złą macochę z baśni braci Grimm. Żyjącej wiecznie na zapomogach, na koszt państwa i sąsiadów, a nawet usiłującej żerować na posłusznej i cichej Karolinie. Z kolei Daria pochodzi z domu, w którym zdecydowanie miała o wiele lepiej pod względem finansowym, ale mentalność jej matki zatrzymała się gdzieś na etapie wczesnogimnazjalnym. To ojciec z poświęceniem i czułością zajmuje się maleńką córeczką. Matka znajdzie z nią wspólny język dopiero wtedy, gdy dziewczyna dorośnie do rozmów o kosmetykach i makijażu. Trzecia z bohaterek, Karolina, to jakby przeciwległy biegun. Wychowana od małego przez pobożną aż do granic dewocji babcię, pozbawiona czułości i wsparcia rodziców, całe swoje życie buduje na Bogu i wierze. Postanawia wstąpić do zakonu, bo jedyna rzeczywistość, jaką naprawdę zna i w której zaznała choć namiastek wsparcia i akceptacji to środowisko kościelne. I wreszcie ostatnia z bohaterek, Łucja. Ta, która, przynajmniej na pozór, dostała od życia wszystko. Pochodzi z tak zwanego dobrego domu, jej rodzice wywodzą się jeszcze z przedwojennej inteligencji, babcia jest, bagatela, żoną ambasadora, i przysyła małej Łucji najpiękniejsze stroje z Paryża. Żyć nie umierać! Wydawać by się mogło, że Dorota Schrammek nie mogłaby sobie wybrać bardziej różnych bohaterek, a przecież coś je łączy, i to „coś” sprawi, że pewnego dnia spotkają się wszystkie na wspólnej terapii. Terapii, która będzie dla nich ostatnią deską ratunku i szansą na zmianę.

I tutaj chciałabym nawiązać do wyjątkowo trafnie dobranej okładki książki. Okładki, która już na dzień dobry daje do myślenia. Widzimy na niej, odwrócone do siebie plecami, z zaplecionymi na piersiach, jakby w geście zaprzeczenia, rękami dorosłą kobietę i małą dziewczynkę, pewnie najwyżej nastoletnią. Rozdziela je pusta przestrzeń wypełniona tylko tytułem – „Dom, którego nie było”. I faktycznie, tematem przewodnim książki i wspólnym mianownikiem losów Karoliny, Katarzyny, Darii i Łucji są ich relacje z własnymi matkami, a raczej ich brak oraz to, jak wpłynęły one na ich dorosłe życie. Dorota Schrammek porusza temat pochodzenia z dysfunkcyjnych rodzin, braku miłości, akceptacji, zrozumienia i wsparcia, czyli tego wszystkiego, co w życiu każdego przeciętnego człowieka powinno stanowić bazę, nienaruszalną rezerwę na wypadek życiowych kryzysów i zawirowań. A co wtedy, gdy ktoś został pozbawiony tej rezerwy? Czy to oznacza, że jego życie też będzie dysfunkcyjne? Czy nasze dzieciństwo determinuje całą naszą przyszłość? To niektóre z pytań, które stawia nam Dorota Schrammek w swojej książce. Bardzo mądrej książce. I nie obawiajcie się, że ciężar gatunkowy tematu wpłynął na narrację czyniąc ją nużącą czy przygnębiającą – nic podobnego! Tak samo jak i w swoich poprzednich książkach, autorka równoważy trudną tematykę lekkością pióra i dużą dawką poczucia humoru, nawet jeśli czasem jest to taki śmiech przez łzy. Ale zawsze pełni rolę terapeutyczną. Choć nie brak w tej książce momentów, w którym czytelnikowi otwiera się przysłowiowy nóż w kieszeni wobec podłości, jakie niektórzy ludzie wyrządzają bohaterkom, przesłanie książki pozostaje pełne nadziei i wiary w wewnętrzną siłę człowieka, jego możliwość wstawania z kolan, umiejętność budowania od nowa. „Dom, którego nie było”, choć stawia trudne pytania i pokazuje życie pełne problemów i niesprawiedliwości, daje jednocześnie receptę na poradzenie sobie z nawet najbardziej przykrą przeszłością. Nawet wtedy gdy, obiektywnie rzecz biorąc, życie nie zafunduje nam happy endu.

Polecam Wam gorąco tę książkę! Nie zawiedziecie się, nie poczujecie się też z pewnością przygnębieni lekturą. Przeciwnie, nabierzecie otuchy i przypomnicie sobie choćby o wartości i sile przyjaźni w życiu! Tęskniłam za Pobierowem, ale muszę przyznać, że swoją najnowszą książką Dorota Schrammek stanęła na wysokości zadania i znowu wciągnęła mnie całkowicie w świat i sprawy swoich bohaterów. Z niecierpliwością czekam na kolejne ksiażki.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję bardzo Wydawnictwu Szara Godzina!

Wydawnictwo: Szara Godzina
Data premiery: 18 października 2016
Ilość stron: 240

4 Odpowiedzi na „Dom, którego nie było”, opowieść o tym, jak znaleźć światło latarni prowadzącej do bezpiecznego portu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>