„Matka mojej córki”, opowieść o wszystkich odcieniach macierzyństwa

Matka mojej corki

Kilka miesięcy temu recenzowałam na tym blogu poprzednią książkę Magdaleny Majcher, „Stan nie! błogosławiony”. Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji jej przeczytać, zachęcam do zajrzenia do recenzji, może pomoże ona komuś podjąć decyzję. Od razu zdradzę, że mnie poprzednia książka nastawiła bardzo pozytywnie do autorki i w związku z tym z dużą przyjemnością sięgnęłam również po kolejną, najnowszą, której premiera miała miejsce zaledwie kilka dni temu. „Matka mojej córki” to trzecia powieść obyczajowa Magdaleny Majcher. I znowu autorka sięga po tematy dotykające na różne sposoby większości z nas, takie jak macierzyństwo, relacje rodzinne, trudne decyzje, których konsekwencje trzeba czasem ponosić aż do końca życia.

Tym razem główną bohaterką jest Nina Rydlewska, trzydziestokilkuletnia dyrektor oddziału znanego banku. Kobieta spełniona zawodowo, ale nosząca w sobie skrytą zadrę, której istnienie czytelnik odgaduje od pierwszych stron książki. Autorka najpierw delikatnie sugeruje, że Nina nosi w sobie pewną tajemnicę, a potem, dzięki przeplatanej narracji, w której wydarzenia dziejące się obecnie są przedstawiane na przemian z tymi z przeszłości, kawałek po kawałku odsłania czytelnikowi jej sekrety. Drugą bohaterką powieści, w moim odbiorze wcale nie drugorzędną, powiedziałabym raczej, że równorzędną, jest matka Niny, Małgorzata. Kobieta, którą jej własna córka odbiera jako silną, a nawet toksyczną osobę, dyrygującą wszystkimi wokół i narzucającą swoje zdanie. W tle, początkowo zaznaczona delikatniejszą kreską, pojawia się również Iga, czyli kilkanaście lat młodsza siostra Niny. Jest również ojciec, Jacek, mężczyzna mądry i łagodny, zbyt łagodny, żeby przeciwstawić się swojej apodyktycznej żonie. Opis wspólnej Wigilii rodziny Rydlewskich pokazuje panujący między nimi niezręczny dystans. Autorka pozwala czytelnikowi poczuć, że pod pozornie idealnym obrazkiem rodziny zgromadzonej przy świątecznym stole coś buzuje, bulgocze i grozi eksplozją w razie nieostrożnego obchodzenia się… To właśnie dzięki bardzo zgrabnie poprowadzonej narracji mamy szansę szybko i płynnie wejść w relacje rodzinne Niny.

Tak jak wspomniałam zdanie wcześniej, tłumione emocje buzujące w członkach rodziny Rydlewskich bulgoczą i grożą eksplozją. A przyczynkiem do tejże staje się tragiczne wydarzenie, która zmusza Ninę do porzucenia miałkiego, ale bezpiecznego życia we Wrocławiu i powrotu do Czeladzi. Czemu piszę o miałkości życia Niny? Nie robię tego, żeby ją oceniać, tak jak żadnego z bohaterów nie ocenia autorka. Jednak uważny czytelnik stopniowo odkrywa, że Nina „otorbiła” swoje lęki, żale i bóle z przeszłości uciekając w zawodową stabilizację. Jest to jednak stabilizacja pozorna, bo nieleczone rany, wcześniej czy później, grożą gangreną i amputacją. I tragiczne wydarzenie, które dotyka rodzinę, uświadamia wszystkim konieczność uporządkowania pewnych skrzętnie spychanych do podświadomości spraw. Odsłaniane przez Magdalenę Majcher, niczym kawałki puzzli, fragmenty z przeszłości Niny, pozwalają się dowiedzieć, między innymi, że jako szesnastolatka zaszła w ciążę. Nic więcej nie zdradzę, a akurat ta informacja znajduje się już na okładce książki. Jeśli jednak chcecie się dowiedzieć jaki wpływ na teraźniejszość Niny mają jej przeszłe błędy i decyzje, i skąd tyle buzujących emocji wśród członków rodziny, sięgnijcie koniecznie po „Matkę mojej córki”! To naprawdę ciekawa lektura, bo dotyka tematów wziętych wprost z życia, z codzienności większości z nas. Generalnie relacje rodzinne to jeden z najważniejszych punktów odniesienia w życiu każdego z nas, rzutujący na nasze wybory, będący czasem błogosławieństwem i emocjonalnym wianem, a innym razem kulą u nogi i przekleństwem.

Magdalena Majcher umie w sposób fascynujący opowiadać o życiu, jednocześnie jednak nie retuszując obrazka, nie dosypując czubatymi łyżkami cukru do opowiadanej historii, nie uciekając w nieprawdopodobne czy romansowe rozwiązania. Jej książki są dojrzałe i prawdziwe, co mnie w nich bardzo urzeka. Bo to duża sztuka opowiadać o życiu prawdziwie, a jednocześnie tak płynnie i ciekawie, że czyta się taką opowieść jednym tchem. Ta świetnie poprowadzona narracja i konkretne osadzenie w realiach to tylko jedna z zalet prozy tej autorki. Jest jeszcze druga, co najmniej równie ważna, a może nawet ważniejsza – bohaterowie.

Już przy recenzowaniu poprzedniej książki zwróciłam uwagę na pieczołowicie skonstruowane psychologicznie postacie w książkach Magdaleny Majcher. Mam wrażenie, że w „Matce mojej córki” autorka poszła jeszcze dalej, wspięła się jeszcze wyżej. Zachwyciłam się portretami Niny i Małgorzaty. Czytając byłam w stanie się wczuć w lęki, pragnienia i motywacje każdej z nich. Niedawno, chyba gdzieś w komentarzach pod jednym z postów na stronie autorki, spotkałam się z opinią jednej z czytelniczek, która określiła Małgorzatę mianem potwora. Tymczasem ja odebrałam ją bardziej jako postać tragiczną. Jednocześnie despotyczną, manipulującą otoczeniem, bezwzględną, ale również nadwrażliwą, rozedrganą z powodu niespełnionych pragnień, walczącą z nawracającymi epizodami depresji, kochającą swoje córki, ale podejmującą w imię ich dobra decyzje o niszczącej sile huraganu. Postać aż do bólu prawdziwa, budząca jednocześnie gniew i współczucie. A czy nie tacy właśnie jesteśmy w prawdziwym życiu? Poza tym prawdziwym majstersztykiem w wykonaniu autorki jest ów istny balet emocji między tymi dwoma kobietami, Niną i Małgorzatą. Balet, w którym pozostali członkowie rodziny odgrywają role epizodyczne, jednak wszystko to do czasu…

Polecam Wam gorąco książkę Magdaleny Majcher! Nie poczujecie się oszukani i karmieni produktem sztucznym, jej najnowsza książka jest tak blisko życia jak to tylko możliwe! To przykład powieści obyczajowej z najwyższej półki, zapewniającej dobrą rozrywkę, ale i zmuszającej do postawienia sobie wielu pytań. Choćby o to, jak dugo można chować bez konsekwencji różne trupy z przeszłości w szafie. I co się stanie, gdy pewnego dnia szafa, bez naszej woli i wiedzy, się otworzy. Polecam!!!

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję serdecznie Wydawnictwu Pascal i Autorce.

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 24 maja 2017
Ilość stron: 384

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>