„Cztery pory uczuć. Jesień”, czyli opowieść o życiu jedną nogą w przeszłości, z duchem pierwszej żony w tle…

a Wpu2 a Wpu1

Dzisiaj proponuję Wam zapoznanie się z recenzją książki, która pięknie pasuje zarówno szatą graficzną jak i treścią do dzisiejszego słonecznego jesiennego dnia. Ta książka to „Wszystkie pory uczuć. Jesień” Magdaleny Majcher wydana przez Wydawnictwo Pascal. Już sam tytuł podpowiada, że to początek serii, w której każda część będzie przypadała na kolejną z czterech pór roku. Tym razem zacznę właśnie od wspomnianej już szaty graficznej – książka jest pięknie wydana i już na pierwszy rzut oka robi bardzo dobre wrażenie jeśli chodzi o estetykę. Jeśli kolejne okładki będą równie trafnie dobrane to kiedyś, gdy już ukaże się cała seria, będzie ona pięknie wyglądała w domowej biblioteczce. Z pewnością należy to policzyć wydawcy na duży plus!

Magdalena Majcher przyzwyczaiła nas trochę poprzednimi książkami do sięgania po tematykę małżeńsko – macierzyńską. „Wszystkie pory uczuć. Jesień” to książka, która co prawda nie ucieka od podobnej tematyki, ale mam wrażenie, że jednak autorka obiera trochę inny kurs, wypływa na szersze wody. Tym razem główną bohaterką jest prawie czterdziestoletnia Hania, mężatka z dwudziestoletnim stażem, matka dorastającej córki Darii. Na pierwszy rzut oka Hania wygrała los na loterii. Sama wychowała się w domu dziecka, wydawać by się mogło, że nie miała dużych szans na szczęśliwe życie, tymczasem wyszła za mąż za Andrzeja, trochę starszego od niej zamożnego wdowca. Szkopuł w tym, że wystarczy życiu Hani przyjrzeć się z bliska, żeby dostrzec, że na tym obrazku idealnej rodziny jest duże pęknięcie, które grozi jego rozpadnięciem się na kawałeczki. Otóż Hania żyje w trójkącie, ponieważ nad jej małżeństwem unosi się bez przerwy duch zmarłej tragicznie pierwszej żony Andrzeja, Kasi. Duch, który rozpanoszył się w ich małżeńskim życiu zabierając przestrzeń i powietrze niezbędne żyjącej małżonce. „Teraz nie potrafiła już jednoznacznie wskazać momentu, w którym trup Katarzyny zamieszkał w ich szafie. A może on tam był od zawsze? Powoli zaczynała skłaniać się coraz bardziej ku teorii głoszącej, że Andrzej nigdy nie pozwolił odejść swojej pierwszej żonie. Katarzyna tkwiła w zawieszeniu pomiędzy światami, nigdzie nie będąc całą sobą, ani wśród żywych, ani umarłych. Hania nigdy nie powiedziałaby tego głośno w obecności męża, ale uważała, że Andrzej zrobił tej biednej kobiecie ogromną krzywdę, skazując ją na półżycie i półśmierć. Chyba nawet większą niż Hani, racząc ją życiem w cieniu niedoścignionego, bo martwego ideału. Katarzyna po dwudziestu jeden latach nadal nie mogła spocząć w pokoju”. ( str. 99 )

Jednocześnie Hania odkrywa, że jej córka, Daria, dotąd nie sprawiająca żadnych kłopotów wychowawczych, zaczęła wagarować. Jest przekonana, że kryje się za tym jakiś konkretny powód, ale córka zamyka się przed nią jak ślimak w swojej skorupie. Czy głównej bohaterce uda się wreszcie stawić czoła duchowi Katarzyny? Czy będzie umiała dotrzeć do Darii i jej pomóc? Tego Wam nie zdradzę, musicie przeczytać książkę sami. Wspomnę jeszcze tylko, że poza głównymi bohaterami w „Czterech porach uczuć” przewija się również cała plejada bardzo ciekawych postaci drugoplanowych. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują: Asia, przyjaciółka Hani z domu dziecka mająca tendencję do pakowania się w nieodpowiednie związki; ekscentryczna i sympatyczna sąsiadka Hani, Renata, parająca się stawianiem ludziom kart Tarota; opiekunka z domu dziecka, serdeczna, ale i tajemnicza pani Róża czy też również tam pracujący pan Tadeusz. Poprzez wprowadzenie tych wszystkich postaci Magdalena Majcher mnoży wątki dzięki czemu ta książka wydaje mi się bardziej uniwersalna od poprzednich, mogąca zainteresować czytelników w bardzo dużym przedziale wiekowym. Zapisuję to autorce na plus, zwłaszcza wprowadzenie wątku pani Róży i pana Tadeusza. Wątku, który, będzie miał swoją kontynuację, co zdradziła sama autorka, ku mojej ogromnej radości. Przyznaję, że pani Róża wzbudziła moją szczególną sympatię.

Podobnie jak i w poprzednich książkach, narracja jest bardzo lekko prowadzona dzięki czemu opowieść wciąga i książkę czyta się bardzo przyjemnie. Tak jak i poprzednie książki tej autorki, przeczytałam ją praktycznie w jeden lub dwa wieczory Poza tym podobają mi się tematy poruszone w książce, ich różnorodność oraz aktualność. Poza wątkiem pogodzenia się z przeszłością i pozwolenia, żeby pewne wątki zostały zamknięte autorka porusza również kilka innych, nie mniej ważnych tematów. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje choćby temat życia z piętnem dziecka z bidula, który najlepiej uwypukla wątek przyjaciółki Hani – Asi. Poczucie bycia tą gorszą przekłada się w jej życiu na nieustanne wikłanie się w toksyczne związki z mężczyznami. Ważny jest również wątek hejtu internetowego oraz odpowiedzialności za wszystko, co zamieszczamy w internecie lub udostępniamy innym. Generalnie najnowsza książka Magdaleny Majcher porusza naprawdę aktualne i ważne tematy, dzięki czemu opowieść wciąga od pierwszej do ostatniej strony.

Na koniec jednak muszę umieścić przysłowiową łyżkę dziegciu w beczce miodu, wymaga tego ode mnie uczciwość recenzencka. Otóż z przykrością stwierdzam, że korekta najnowszej książki Magdaleny Majcher pozostawia wiele do życzenia. Jestem tym bardzo nieprzyjemnie zaskoczona, bo w poprzednich książkach korekta była zrobiona bardzo solidnie i właściwie nie wyłapałam żadnych rażących błędów. Niestety, tym razem znalazłam dość dużo językowych „perełek”, na tyle szokujących, że zakłócały chwilowo narrację i odbiór książki. To wielka szkoda, ponieważ widać, że wydawnictwo włożyło sporo pracy w przygotowanie choćby pięknej szaty graficznej „Czterech pór uczuć”. Nie chciałabym jednak przekreślić książki ze względu na błędy korekty, zwłaszcza że sama opowieść naprawdę mnie wciągnęła i z wielką niecierpliwością czekam na tom drugi. Uważam po prostu, że dobrze byłoby, żeby wydawnictwo wyeliminowało wszystkie te błędy przy okazji ewentualnego dodruku i za wszelką cenę nie dopuściło do podobnych wpadek w tomie drugim! Byłoby szkoda gdyby praca autorki poszła na marne ze względu na błędy korekty – większość czytelników naprawdę zwraca na to baczną uwagę podczas lektury!

Pomimo tej korektorskiej wpadki polecam „Cztery pory uczyć. Jesień” Waszej uwadze. Przyznam szczerze, że mnie ta książka spodobała się nawet bardziej niż poprzednie, właśnie ze względu na uniwersalność poruszanej problematyki. Czekam też już niecierpliwie na część drugą, „Zima”, ponieważ pojawią się w niej bliscy mi bohaterowie ;) .

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo Wydawnictwu Pascal!

Wydawnictwo: Pascal
Data premiery: 27 września 2017
Liczba stron: 384

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>